Świeżutko skończony miś :) Wieczorem wypiorę, a kiedy do oprawy? Nie mam pojęcia, bo posypały mi się plany na przyszły tydzień ;/
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą misie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą misie. Pokaż wszystkie posty
piątek, 23 stycznia 2015
piątek, 16 stycznia 2015
Treasure Hunt Bookshelf oraz Troskliwy Miś
Córcia WRESZCIE poszła spać, więc mogę odetchnąć i napisać post.
Dokładnie dzisiaj mija równo rok od postawienia pierwszego krzyżyka w moim kolosie. Wiadomo, że nie wyszywałam pełnych dwunastu miesięcy, bo czasem jednak oderwałam się od HAEDa na poczet innego haftu ;) Ale rok od rozpoczęcia haftowania jest.
Na dzień dzisiejszy kończę szesnastą stronę, jeszcze dwie i skończę trzecią kolumnę.
Wyszyłam troszkę ponad 76.254 krzyżyki (czyli prawie 80 tysięcy!). Nie pytajcie ile to metrów muliny, bo nie wiem :P Daje to oszałamiające 27% całości.
Co mogę powiedzieć po tym roku? Przede wszystkim nie straciłam zapału, bo wzór jest piękny. Chociaż konfetti bywa denerwujące ale gdy z każdą setką postawionych krzyżyków wyłania się jakiś szczegół nabieram nowej energii aby krzyżykować dalej i dalej... Wypracowałam sobie już własną metodę na parkowanie nitek, robię przerwę w takim momencie, że bez problemu odnajduję się podczas kolejnego posiedzenia ;) Nie wiem co jeszcze mogę napisać... w razie pytań służę wyjaśnieniami :)
A teraz zdjęcia :D
Rok temu haft wyglądał tak:
A dzisiaj jest już tak:
Wybaczcie jakość, ale zdjęcia robiłam na szybko i z wiercącą się obok haftu córcią. Najważniejsze, że COŚ widać ;)
A teraz drugi zapowiadany temat, czyli miś. Wczoraj wreszcie postawiłam pierwsze krzyżyki i zaczęłam od konturów, więc miś od razu wygląda jak miś ;)
Bardzo przyjemny wzorek, chociaż już wiem jak będzie mi ślamazarnie szło kolorowanie tych dużych połaci tego samego koloru ;)
Dokładnie dzisiaj mija równo rok od postawienia pierwszego krzyżyka w moim kolosie. Wiadomo, że nie wyszywałam pełnych dwunastu miesięcy, bo czasem jednak oderwałam się od HAEDa na poczet innego haftu ;) Ale rok od rozpoczęcia haftowania jest.
Na dzień dzisiejszy kończę szesnastą stronę, jeszcze dwie i skończę trzecią kolumnę.
Wyszyłam troszkę ponad 76.254 krzyżyki (czyli prawie 80 tysięcy!). Nie pytajcie ile to metrów muliny, bo nie wiem :P Daje to oszałamiające 27% całości.
Co mogę powiedzieć po tym roku? Przede wszystkim nie straciłam zapału, bo wzór jest piękny. Chociaż konfetti bywa denerwujące ale gdy z każdą setką postawionych krzyżyków wyłania się jakiś szczegół nabieram nowej energii aby krzyżykować dalej i dalej... Wypracowałam sobie już własną metodę na parkowanie nitek, robię przerwę w takim momencie, że bez problemu odnajduję się podczas kolejnego posiedzenia ;) Nie wiem co jeszcze mogę napisać... w razie pytań służę wyjaśnieniami :)
A teraz zdjęcia :D
Rok temu haft wyglądał tak:
Wybaczcie jakość, ale zdjęcia robiłam na szybko i z wiercącą się obok haftu córcią. Najważniejsze, że COŚ widać ;)
A teraz drugi zapowiadany temat, czyli miś. Wczoraj wreszcie postawiłam pierwsze krzyżyki i zaczęłam od konturów, więc miś od razu wygląda jak miś ;)
Bardzo przyjemny wzorek, chociaż już wiem jak będzie mi ślamazarnie szło kolorowanie tych dużych połaci tego samego koloru ;)
wtorek, 15 kwietnia 2014
Ślubne misie - KONIEC
Jestem w szoku jak szybko wymęczyłam (tak, to dobre słowo) ten obrazek. Wczoraj skończyłam same misie, a dzisiaj wyszyłam napis. Szczerze mówiąc obawiałam się, że będę gdzieś miesiąc się męczyć, bo co zaczynałam wyszywać kontur tak ledwie po kilku kreskach chciałam tym rzucić. Ale zagryzłam zęby powtarzając sobie, że obrazek nie jest duży i im szybciej go skończę tym szybciej będę mogła wrócić do półki z książkami. I ku mojemu zdziwieniu szybko poszło. Po łebkach robiłam futerko ale chyba jako-tako to wygląda i może Państwo Młodzi nie uciekną z krzykiem na ich widok ;)
A teraz sesja zdjęciowa. Najpierw sztuczne światło gdzie troszkę widać błyszczenie się kanwy
Obiecane zbliżenie na backstitche, których kompletnie nie widać
Bez linii pomocniczych i z napisem (imiona usunęłam, może nie zepsuję niespodzianki zostawiając datę ;)
A tak wygląda mój organizer na muliny (TYLKO) do półki z książkami. Wreszcie nie walają mi się na połowie stołu i w sekundę mogę znaleźć potrzebny kolor.
A teraz sesja zdjęciowa. Najpierw sztuczne światło gdzie troszkę widać błyszczenie się kanwy
Światło dzienne
Obiecane zbliżenie na backstitche, których kompletnie nie widać
Bez linii pomocniczych i z napisem (imiona usunęłam, może nie zepsuję niespodzianki zostawiając datę ;)
A tak wygląda mój organizer na muliny (TYLKO) do półki z książkami. Wreszcie nie walają mi się na połowie stołu i w sekundę mogę znaleźć potrzebny kolor.
niedziela, 13 kwietnia 2014
Ślubne misie
Miałam pokazać misie już po skończeniu całości, ale po ostatniej walce z backstitchami postanowiłam pożalić się.
Na początek zdjęcia. Dużo zdjęć ;)
Coś konkretnego zaczyna się wyłaniać...
W tym momencie zorientowałam się, że wzięłam złą mulinę do nosków misiów. Niby tak źle nie wygląda i mogłoby zostać, ale stwierdziłam, że nie jest dużo roboty dokonując zmiany, więc zamieniłam kolor na taki, jaki miał być pierwotnie.
Przed zabraniem się za kontur stwierdziłam, że szybko i przyjemnie się wyszywa, więc może wyszyję ten sam obrazek (lub inny z tej serii) dla siebie i męża. Gdy zabrałam się za kontur porzuciłam ten pomysł i kolejny raz utwierdziłam się w przekonaniu, że nie-na-wi-dzę wyszywać konturów. A seria Tatty Teddy jest po prostu koszmarna w tym względzie (raz wyszywałam te misie ale po krótkiej batalii z backstitchami zostawiłam haft tylko z bardzo minimalną ich ilością). Czy ten, kto robi projekt wzoru w ogóle sam wyszywa lub próbuje wyszyć obrazek według tego, co stworzył? Po prostu niemożliwe jest wyszywać dokładnie z tym, co jest na kartce papieru. Linie oznaczające backstitch są tak wymieszane, że nie wiadomo jak przebiegają. Dodatkowo najjaśniejszy kontur jest kompletnie niewidoczny (następnym razem zrobię zbliżenie).
Dopiero zaczęłam wyszywać najciemniejszy kolor i już miałam dość. Robię jak mim się wydaje, że będzie najlepiej. Zerkam na wzór ale tylko zerkam i wyszywam backstitche bardzo Pi razy drzwi. Jak to wszystko będzie współgrało zobaczymy gdy skończę.
Na początek zdjęcia. Dużo zdjęć ;)
Coś konkretnego zaczyna się wyłaniać...
Misie nabierają kształtu, chociaż wciąż nie ma konturów.
W tym momencie zorientowałam się, że wzięłam złą mulinę do nosków misiów. Niby tak źle nie wygląda i mogłoby zostać, ale stwierdziłam, że nie jest dużo roboty dokonując zmiany, więc zamieniłam kolor na taki, jaki miał być pierwotnie.
Przed zabraniem się za kontur stwierdziłam, że szybko i przyjemnie się wyszywa, więc może wyszyję ten sam obrazek (lub inny z tej serii) dla siebie i męża. Gdy zabrałam się za kontur porzuciłam ten pomysł i kolejny raz utwierdziłam się w przekonaniu, że nie-na-wi-dzę wyszywać konturów. A seria Tatty Teddy jest po prostu koszmarna w tym względzie (raz wyszywałam te misie ale po krótkiej batalii z backstitchami zostawiłam haft tylko z bardzo minimalną ich ilością). Czy ten, kto robi projekt wzoru w ogóle sam wyszywa lub próbuje wyszyć obrazek według tego, co stworzył? Po prostu niemożliwe jest wyszywać dokładnie z tym, co jest na kartce papieru. Linie oznaczające backstitch są tak wymieszane, że nie wiadomo jak przebiegają. Dodatkowo najjaśniejszy kontur jest kompletnie niewidoczny (następnym razem zrobię zbliżenie).
Dopiero zaczęłam wyszywać najciemniejszy kolor i już miałam dość. Robię jak mim się wydaje, że będzie najlepiej. Zerkam na wzór ale tylko zerkam i wyszywam backstitche bardzo Pi razy drzwi. Jak to wszystko będzie współgrało zobaczymy gdy skończę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





